Basia jest dziewczyną bardzo ładną, zgrabną, szczupłą i pełną
wdzięku. Nie ma problemów z nadwagą. właściwie nie miała typowego powodu, żeby
zacząć ćwiczyć. Ale zaczęła. Pojawiła się w siłowni, której adres podajemy
obok.
W tej siłowni jako instruktor pracuje Paweł Kędziorek. Jego doświadczenie wywodzi
się z czasów największej sławy Herkulesa a do tego ma znakomite podejście do
trenujących kobiet. Na jego dyżur trafiła Basia. Nie bardzo wiedziała, jak
zabrać się do kolejnych maszyn ale ten stan zagubienia nie trwał długo. Paweł
od razu wziął ją pod opiekę.
Pokazał kolejne ćwiczenia, pomagał i wyjaśniał, nadzorował i tłumaczył, czemu
służą kolejne maszyny i stanowiska do ćwiczeń. Jakie mięśnie pracują przy danym
ruchu i w jakim tempie trzeba go wykonywać. Już na pierwszym treningu było
widać, że Basia słuchała uważnie i większość ćwiczeń robi poprawnie. Trening
zaczynała bieganiem na mechanicznej bieżni i szło jej to całkiem nieźle. Wszyscy
ćwiczący byli pewni, że to była zawodniczka na przykład lekkoatletka.
A tymczasem ona co prawda nigdy nie unikała wysiłków, umie jeździć na rolkach,
na łyżwach, na nartach ale nigdy nie uprawiała wyczynowo żadnej dyscypliny.
Jaki był powód rozpoczęcia treningów? Zapytaliśmy o to wprost. Okazuje się, że
po prostu potrzeba ruszania się i sportowego wyżycia. Oczywiście poprawienie
"szczegółów" sylwetki też, któraż kobieta nie chciałaby czegoś zmienić w swoim
wyglądzie? Motywację zatem znamy i rozumiemy. Teraz trzeba ułożyć plan treningowy
i określić cele działania.
Nie potrzeba Basi treningu aerobowego dla redukcji tkanki tłuszczowej. Co może
jej zatem dać bieganie na bieżni, czy jazda na rowerku stacjonarnym? Jedynie
rozgrzewka przed treningiem - nic więcej. Ogólna poprawa kondycji poprzez takie
bieganie? Zależy od jakiego poziomu się startuje. Może być, choć nie należy
się spodziewać po 15-minutowym bieganiu w średnim tempie, że znacząco podniesie
wytrzymałość. Co najwyżej może być pomocne w weekendowych wycieczkach rowerowych
i jeździe na rolkach. Niemniej jednak rozgrzewka lekkim bieganiem znajdzie
miejsce w planie treningowym Basi. Jakie ćwiczenia zalecić można naszej bohaterce?
Wszystkie, ćwiczenia rozwijające masę mięśniową! Dziwicie się? A co to znaczy
"ujędrnienie" ciała? Ten słowotwór językowy spopularyzowany przez kobiecą prasę
oznacza, że ciało ma być twardsze. Bardziej twarde, niż było przed rozpoczęciem
ćwiczeń. Z czego ma się owa twardość (jędrność) wziąć? Czy to jakieś czary?
Czy magiczne działanie niektórych maszyn treningowych?
Twardość zwana jędrnością bierze się z: redukcji tkanki tłuszczowej (bo tkanka
tłuszczowa jest miękka) oraz ze zwiększenia objętości mięśni. mięśnie poddane
treningowi rosną i robią się silniejsze. W konsekwencji - twardsze. W organizmie
najzwyklejszej kobiety, trenującej tylko dla owej jędrności - działają wszystkie
reguły, które obowiązują w sporcie wyczynowym. Nie ma "osobnej" metody treningu
dla kobiety i dla wyczynowego sportowca. Wszystko jest identyczne tylko...
trochę gorsze.
Kobieta w sensie treningowym (a szczególnie treningu siłowego) to gorszy mężczyzna.
Ze względu na poziom testosteronu i nic się temu nie zaradzi (i dobrze!). Kobieta
nie-zawodniczka to jeszcze gorszy przypadek. Predyspozycje do treningu ma identyczne,
jak zawodniczka ale... nie chce się męczyć.
Nie można od niej wymagać ekstremalnego wysiłku zarówno w skali jednego powtórzenia,
jednej serii, jednego treningu. Organizm kobiety "nie pozwala" na doprowadzenie
się do stanu wyczerpania. Stąd ludzie zaangażowani w biznes "kobiecego treningu"
wymyślają jak najwięcej maszyn, które mogą stworzyć wrażenie, że "będą ćwiczyły
zamiast ćwiczącej", stąd kolorowe sztangielki z plastiku, śmieszne przybory
treningowe i infantylna terminologia.
Stąd również u większości pań biorą się porażki i brak efektów - pomimo regularnego
"chodzenia do siłowni". Nie znam osobiście żadnej kobiety, która uznałaby efekty
swojego treningu za zadawalające i utrzymała się w reżymie dłużej, niż kilka
miesięcy. Nie widziałem nigdy w życiu kobiety, której ćwiczenia w siłowni pomogłyby
cokolwiek! Nikogo! Nikogusieńko poza byłymi zawodniczkami, które nawykłe są
do ciężkiej pracy treningowej oraz kobietami, które od razu trafiły pod właściwą
opiekę. Uzbierałoby się ich może trzy przez cały okres mojego pisania o sportach
siłowych.
A ty, Droga Czytelniczko? Popatrz sobie szczerze w oczy, jak było z tobą? Decyzja
pójścia do siłowni jest zazwyczaj decyzją irracjonalną i nie popartą żadną
wiedzą - co będziesz robiła, czego oczekujesz. Idziesz, jakby samo pójście
załatwiało sprawę. Na przykładzie Basi postaramy się Wam, Drogie Panie, pokazać
najważniejsze błędy, które popełniacie, a których można uniknąć. Początek został
zrobiony właściwie przez Pawła.
Punkt pierwszy, który determinuje sukces to ODPOWIEDNI INSTRUKTOR. Ten fragment
artykułu kieruję specjalnie do właścicieli siłowni. Popatrzcie na swoje i instruktorki
i instruktorów, popatrzcie krytycznie na siebie. Czy macie predyspozycje do
pracy z kobietami? Przecież w tym jest niewyczerpane źródło sukcesu finansowego!
Kobiety to najlepsza klientela, młode, młodsze, dorosłe, starsze i nieco starsze.
Na każdym osiedlu, obok każdego klubu mieszka ich tysiące.
Trzeba tylko sprawić, żeby do klubu trafiły i zostały.
Najważniejsza cecha instruktora dla kobiet to ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Praca z osobami
nienawykłymi do wysiłku jest szalenie ryzykowana. To ciągłe balansowanie pomiędzy
ryzykiem przeciążenia a... brakiem efektów. Naprawdę trzeba być cierpliwym
i umiejętnie wyczuwać możliwości i ograniczenia ruchowe podopiecznej. Naprawdę
można stracić nerwy, gdy kobieta, która na co dzień nosi ciężkie zakupy lub
dziecko - boi się nawet dotknąć lekkiego gryfu i szuka plastikowych ciężarków!
A jeśli nadepniesz jej na ambicję - może dojść do kontuzji, bo źle coś zrobi i
będzie wypadek. |