 | Autor: Sławomir Ambroziak

Lato w pełni, więc redakcja zamówiła u mnie
temat wakacyjny. Taki z cyklu: "Lekki, łatwy i przyjemny". Tematem wielu
wakacyjnych anegdot są harcerze. Ale nie bójcie się, artykuł nie będzie o
nich. Dowcipem o harcerzu posłużę się jedynie jako ilustracją. Dowcip jest
stary, jak samo harcerstwo, jednak może nie wszyscy go znają? - "Trzeba
umieć radzić sobie w każdej sytuacji powiedział harcerz - zawiązując but
dżdżownicą". A teraz gromkie, gremialne: ha, ha, ha... Co jednak mają ze
sobą wspólnego: harcerz, dżdżownica i wspomaganie!? Posłuchajcie...
Przy ognisku
Siedziałem przy ognisku w kręgu znajomych. Refleksy płomieni malowały na
twarzach miedziane poświaty, w żyłach kipiała krew zmieszana z niewielkim
dodatkiem wyszukanego alkoholu. Leciała cała panorama towarzyskich tematów,
od polityki i światopoglądu zaczynając, kończąc na niezwykle modnych
ostatnio preferencjach seksualnych. gdzieś w środku pojawił się temat
odchudzania, również popularny w letniej porze. Szczególnie aktywnie
udzielałem się w nim ja i pewna moja znajoma. Znajoma opowiadała, jak to
skuszona reklamą, zakupiła nowy "odchudzacz" Olimpu - Therm Line. Również o
tym, jak była miło zaskoczona, gdy już gdzieś w połowie drugiego opakowania
zauważyła, że spodnie jej z pupy spadają. Zaskoczenie brało się ponoć z
tego, że wcześniej stosowane "odchudzacze" przynosiły jakieś dostrzegalne
efekty nie wcześniej, jak pod koniec czwartego opakowania. Ja z kolei
chwaliłem, Thermo Speeda... - "Kończę drugie opakowanie - mówię - i na
brzuchu pojawiła mi się tarka, coś, czego nie widziałem już kilkanaście
lat". Mieliśmy wspólny dylemat - i mnie, i jej, zostało już tylko po kilka
kapsułek. Znajoma zapytała, czy gdzieś tu, na krańcu świata, opodal
litewskiej granicy, dostanie Therm Line? Odpowiedziałem, że chyba nie
powinno być problemu. Wystarczy wsiąść w samochód i kopnąć się do oddalonych
o kilkadziesiąt kilometrów Suwałk. Tam są przynajmniej dwa punkty,
posiadające pełną ofertę Olimpu. Ale ta odpowiedź stała się przyczynkiem do
dalszych, niezwykle ciekawych, surwiwalowych rozważań. A co by było -,
pytała - gdyby raptem zabrakło wszystkim benzyny? Przypomniała mi, że w
jakimśartykule pisałem o termogenikach z pożywienia. Jako przykład diety
termogenicznej chwał iłem dietę śródziemnomorską. Ale czy w naszych,
krajowych produktach, oferowanych przez Matkę Naturę, nie uda znaleźć się
takich, które będą działały termogenicznie i ułatwiały odchudzanie?
Rozpoczęliśmy intelektualną zabawę... Co by było, gdyby uwięziony w leśnej
głuszy grubasek zechciał zgubić kilka zbędnych kilogramów? Czy w oferowanych
przez dzicz pokarmach znajdzie termogeniczne - odchudzające?
Termogeniki w pożywieniu
W kilku artykułach, w oparciu o dane naukowe, pisałem, że
termogeniki upowszechnione w pożywieniu niektórych nacji mogą być
przyczyną ich długowieczności i wyższej zdrowotności. Mogą również
powodować, że otyłość nie stanowi tam powszechnego problemu społecznego,
a już na pewno nie stanowią tego problemu choroby wiązane z otyłością.
Przypomnę - termogeneza to "narodziny ciepła", czyli intensywne spalanie
tłuszczu zapasowego z rozproszeniem energii cieplnej, zaś termogeniki -
substancje "rodzące ciepło", czyli stymulujące termogenezę. Nie
zagłębiając się w szczegóły - termogeniki działają na tkankę tłuszczową
z konsekwencją podobną do noradrenaliny - najważniejszego z hormonów
termogenicznych, nazywanych też kalorygennymi (rodzącymi kalorie, które
są miarą ciepła). Szczególnie dużo termogeników rozpowszechnionych jest
w diecie źródziemnomorskiej, a ustalenie tych faktów skłoniło
laboratoria badawcze do prac nad suplementami termogenicznymi, takimi
jak Thermo Speed czy Therm Line, gdzie termogeniki pokarmowe
koncentrowane sąi zestawiane w wygodnych w użyciu kapsułkach.
Termogeniki pokarmowe należą do kilku grup bioaktywnych mikroskładników,
z których najważniejsze to: aminy sypatykomimetyczne, katechiny,
metyloksantyny, diterpeny i salicylany. Mieszkańcy rejonu
śródziemnomorskiego pakują w siebie ogromne dawki amin! Tyraminę z
dojrzewających serów, ryb, owoców morza, czerwonego wina, czarnych
winogron, rodzynek, fig i daktyli. Synefrynę i oktopaminę z owoców
cytrusowych. Katechin dostarcza im głównie czerwone wino, czarne
winogrona oraz ulubione desery, oparte o gorzką czekoladę. Bogactwem
metyloksantyn odznacza się ukochana przez Greków kawa i gorzka
czekolada. Salicylany znajdują w daktylach, cytrusach, ogórkach i
papryce. Z diterpenami jest nieco gorzej, bo głównym ich źródłem w
europejskiej diecie pozostaje piwo, a tego napoju nie spożywa się wiele
w basenie morza śródziemnego. Najwięcej pijemy go w środkowej Europie.
Jest jednak trochę zdradliwe... Wprawdzie obfituje w termogeniczną aminę
(hordeninę) i diterpeny, ale jednocześnie stymuluje apetyt. Poza tym,
bezkarnie dla wagi można spożywać jedynie piwo typu pilzneńskiego, bo
już tak popularne u nas "strongi" zawierają pokaźne porcje cukrów
prostych, wyjątkowo sprzyjających rozwojowi otyłości. Ostatecznie,
jedynym napojem alkoholowym o właściwościach odchudzających pozostaje
czerwone wytrawne wino niemal całkowicie pozbawione cukrów, naszpikowane
aminami i katechinami. To informacja dla tych, którzy przy ogniskach
pytają mnie o wpływ wakacyjnych "rozweselaczy" na sylwetkę.
Surwiwalowa termodieta
Aby odpowiedzieć mojej znajomej na pytanie, jak zgubić kilka kilogramów
podczas wakacyjnej tułaczki w odcięciu od dóbr cywilizacyjnych i
kapsułkowanych termogeników, musiałem poszukać w otoczeniu Przyrody
takich Darów Natury, które obfitowałyby w termogeniki pokarmowe.
Puściłem więc wodze fantazji - rozpocząłem wiązanie buta dżdżownicą -
intelektualne igraszki... Sporo amin generują ryby. To dobre,
dietetyczne żarcie - prawie samo białko bez węglowodanów. Tłuszcz
sprzyjający sylwetce, bo z dużą dawką kwasów omega 3 - ułatwiających
redukcję tkanki tłuszczowej. O ten pokarm dosyć łatwo na jeziorach.
Zawartość tyraminy wzrasta szczególnie podczas wędzenia. Ryby można
uwędzić samemu. To dobre rozwiązanie, bo wtedy wystarczy je tylko lekko
posolić do smaku, a rodzimy, kilkugodzinny akt wędzenia można celebrować
jako wakacyjną rozrywkę, podobnie jak zapożyczone z Zachodu grilowanie.
W tyraminę obfitują gatunki śliw, rodzące czarne i ciemnoczerwone owoce.
W naszych lasach, w stanie dzikim, występują dwie - czeremcha i tarnina.
Ich owoce powinny być dobrymi termogenikarni, tym bardziej, że oprócz
amin generują również wysokie stężenia katechin. Aminy działają tak samo
jak noradrenalina, natomiast katechiny hamująich dezaktywację, więc
intensyfikująi przedłużają działanie amin. I to zarówno zewnętrznych z
pożywienia, jak i wewnętrznych z organizmu, np. właśnie tyraminy i
noradrenaliny. Inne źródła katechin to czarne jagody, poziomki i dzikie
wiśnie. W katechiny obfitują nie tylko owoce tych roślin, ale również i
czegoś. Te można naparzać i pić, identycznie jak napary z zielonej
herbaty. Podobnie można uŻytkować młode czegoś dębu, maliny i jeżyny
oraz korę dębu, sosny i wierzby - równie bogate źródła katechin.
Salicylany znajdziemy przede wszystkim w malinach, jeżynach, poziomkach
i korze wierzbowej. Diterpeny - w młodych pędach i nasionach jęczmienia.
Te obfitują równieżw aminy sympatykomimetyczne - szczególnie hordeninę.
Jeżeli ktoś nie boi sięciosu widłami w plecy, może zakraść sięod skraju
lasu na pole i podebrać gospodarzowi trochę jęczmienia. Jednak lepiej
załatwić sprawę w pokojowy sposób zapytać gospodarza, czy nie ma nic
przeciwko temu, aby zerwać z jego pola kilka młodych roślin. Bardzo
młode pędy można zaparzyć. Ze starszych - wyłuskaćziarna i skonsumować.
Niestety - źródła pisane milczą na temat występowania metyloksantyn w
surowcach zielarskich z naszej strefy geograficznej. Tak więc kofeinę,
teofilinę i teobrominę znajdziemy jedynie w produktach importowanych -
kawie, herbacie i kakao. Szkoda, bo jednak metyloksantyny to mocny punkt
diety termogenicznej.
Szkoła chudego przeżycia
 W miejscu, w którym zakończyłem intelektualną zabawę w poszukiwanie
pokarmów termogenicznych z dziczy, zabawę w praktyczne jej
stosowanie rozpoczęła moja znajoma. Uparła się, że spróbuje odżywiać
się zgodnie z tymi wskazówkami i zobaczy, co z tego wyniknie. Nijak
nie dało się kobicie wyperswadować...
A co mogłem zrobić lepszego ja, twórca takiej diety, jak nie jedynie
solidarnie przystąpić do eksperymentu?..
Czekaliśmy z utęsknieniem na powrót męża mojej koleżanki z ryb, bo
ja sam nie wędkuję. Kiedy wszyscy leżeli bykiem na plaży, my
ganialiśmy po lesie za jagodami, malinami i poziomkami. Usilnie
przypominałem sobie, gdzie podczas wakacyjnych wędrówek widziałem
drzewa czeremchowe i wiśniowe, bo na jeżyny i cierki (śliwki
tarniny) jeszcze za wcześnie. Chociaż dębiny, sośniny i wierzbiny
było pod dostatkiem, opodal w zasięgu ręki. Negocjowałem z
gospodarzem o trochę jęczmienia... Bierzta ile chceta - gada jeno se
ścieżkie wydepczta, cobyście mi całego zboża nie tratowali. A kiedy
rozmowa zeszła na odchudzanie, bo jakoś musiałem umotywować, po
jakie licho zajadamy jęczmień z pola jak konie, gospodarz sypnął
anegdotą: "Dany gość z Maćkowy Rudy tyż sie odchudzoł. Schudł chłop,
a jak przyszła choroba, to go raz dwa zabrała. Panie - po co się
bedziesz odchudzoł - jak chłop gruby, to go i choróbsko nie zwali".
coś jest w tych mądrościach ludowych. Najstarszy gospodarz w tej
okolicy ma 103 lata. Mawia, że jego ulubiony pokarm to białe mięso.
To mogłoby utwierdzić w słuszności poglądów dietetyka, gdyby nie
fakt, że "białym mięsem" nazywają tutaj słoninę. Nie tylko
gospodarz, ale i całe towarzystwo, w tym jej mąż i moja żona,
patrzyli na nas jak na niegroźnych wariatów. Czy to dieta, czy to
gonitwa za żarciem, ale coś działało? Po kilku dniach zaciskałem
pasek o jedną dziurkę dalej. Koleżanka też wydawała się być
zadowolona z rezultatów. gdzieś po tygodniu skończył się gaz w
jednej z moich butli. - . Zapakowałem ją do bagażnika - musiałem
ruszyć do miasta. - Jedziesz po gaz? - zapytała znajoma. - Aha. -
Tylko? - Nooo... nie wiem? Może wdepnę na Sejeńskądo Oscara? - Po
Thermo Speeda? - Aha.- To weź i dla mnie... Therm Lina. Tak
zakończyła się nasza letnia zabawa w surwiwalową termodietę. Bo to
trochę tak, jak z tym wiązaniem buta dżdżownicą... Można w ten
sposób przejść kawałek, ale tylko do najbliższej pasmanterii.
WERSJA PEŁNA.
Artykuł ukazał się w numerze 8 (47) Sierpień 2005 |  |