 | Autor: Piotr Szymanowski
Siedząco stojąca praca może być lekarstwem na liczne dolegliwości od kręgosłupa.
Wiodące firmy meblowe już cztery lata temu (na Targach Meblowych ORGANTECH)
zaprezentowały stanowiska pracy z taką regulacją blatów, żeby można było pracować
stojąc. Jest to być może osiągnięcie technologiczne, ale żaden wynalazek -
w średniowieczu mnisi przepisywali księgi na stojąco nie dlatego, że nie było
ich stać na krzesła. Z pewnością już wtedy wiedzieli, że praca na stojąco jest
znacznie zdrowsza dla kręgosłupa. Oczywiście: pozycja siedząca może być właściwa
(w miarę bezpieczna) i wadliwa, nie zmienia to jednak faktu, że lepiej stać
podczas pracy. Współczesne biurka tak zwanej wysokiej technologii mają wbudowaną
pamięć, która pozwala na gromadzenie danych o najlepszym dla danego użytkownika
ustawieniu. Jednym naciśnięciem klawisza można potem dostosować biurko do osoby,
która aktualnie przy nim pracuje.
Udowodnione większe bezpieczeństwo dla kręgosłupa podczas pracy w pozycji stojącej,
niż siedzącej każe zweryfikować - niesłuszne - a gdzie niegdzie jeszcze obowiązujące
przekonanie, iż zdrowiej jest wyciskać (sztangę, sztangielki) siedząc, niż
stojąc.
Nauka sobie, a my i tak większość czasu pracy spędzamy siedząc. Warto zatem wiedzieć,
jak zapewnić sobie minimum komfortu. Krzesło powinno mieć możliwość regulacji
podstawowych parametrów tak, aby można było na nim przyjąć właściwą pozycję
(patrz ramka: wzorcowa pozycja podczas pracy). Najważniejsze jest zapewnienie
ukrwienia w nogach i dobrej pozycji kręgosłupa. Dlatego w pozycji siedzącej
biodra muszą być wyżej niż kolana, a stopy swobodnie opierać się na podłodze.
Osoby niewielkiego wzrostu powinny przełamać wstyd i stosować specjalne podnóżki.
Oparcie krzesła / fotela powinno mieć możliwość regulacji wysokości, odległości
od siedziska i nachylenia. Ważne jest, aby krzesło było wyposażone w tzw. mechanizm
kołyskowy, umożliwiający synchroniczne pochylenie oparcia i siedziska w celu
ustawienia go w pozycji relaksowej.
Naukowcy i projektanci mebli twierdzą, że nadmierna liczba i zbytnie skomplikowanie
możliwości regulacji najczęściej obracają się przeciw użytkownikom. Często
pracownik nie rozumie mechanizmu regulacji i w efekcie siedzi na przypadkowo
ustawionym krześle. Na to nie trzeba szukać dowodów w statystyce i badaniach
- jest ich dosyć dookoła nas. Na przykład: były sportowiec, lekarz a jednocześnie
prezes firmy z branży fitness przez cztery lata urzędował na fotelu, którego
oparcie było złamane. Ponieważ jest mężczyzną ogromnej postury - nie mógł się
swobodnie oprzeć i albo siedział skulony, albo leżał na biurku. Lekarz, podkreślam
raz jeszcze! Jak wielu ludziom, nawet aktywnym sportowo, dolega kręgosłup może
świadczyć moja wizyta na AWF. W gabinecie zastałem dwóch docentów przy pracy.
Jeden siedział (na niewygodnym krzeźle), a drugi stał "przeprostowany" z wyrazem
bólu na twarzy. "Co robicie, panowie?" - zapytałem. "Piszemy artykuł o dolegliwościach
od kręgosłupa" - padła odpowiedź. Zastraszające również jest to, co dzieje
się w szkołach. Za małe, niewygodne ławki i do tego - idiotyczny z medycznego
punktu widzenia - nakaz "grzecznego" siedzenia. Nic głupszego! Ratunkiem dla
kręgosłupa i mięśni stabilizujących jest właśnie częsta zmiana pozycji, "wiercenie
się na krzeźle". Najlepiej jest w każdej wolnej chwili wstać z krzesła i wypchnąć
miednicę do przodu, jednocześnie odchylając barki w tył (przeprost).
jeśli miejsce i charakter stanowiska pracy na to pozwalają, można na chwilę położyć
się na podłodze i zrobić tak zwaną "kobrę": z pozycji leżenia przodem, biodra
przylegające do podłoża, podpór dłońmi na wysokości barków; unieść górną część
tułowia, głowę i barki w górę. Można też zawisnąć na czymś w rodzaju drążka
i choć na moment odciążyć mięśnie.
Ciasnota pomieszczeń pracowniczych i natłok sprzętu biurowego skutkuje obudowywaniem przestrzeni w półki, półeczki, przystawki, pomocnicze blaciki. Często ograniczają one prześwit pomiędzy blatem a nogami i czynią stanowisko pracy niewygodnym.
Kręgosłup jest zagrożony nie tylko przez niewygodną pozycję w pracy. Wiele kobiet
naraża się na urazy kręgosłupa niewłaściwie podnosząc niewielkie (pozornie)
ciężary, a nawet układając coś w szafach, ścieląc łóżka, wyjmując małe dziecko
z łóżeczka. To są niby łatwe, codzienne czynności, jednak powtarzane wielokrotnie
mogą bardzo obciążać kręgosłup i być przyczyną kłopotów.
Jak doskonale wiedzą nasi Czytelnicy, największe ciężary możemy unieść, gdy kręgosłup
jest ustawiony w pozycji pionowej, a do pracy włączają się nogi - jak w martwym
ciągu. Dlatego radzę Paniom: biorąc na ręce nawet małego dzidziusia, zacznijcie
od przysiadu, przytulcie "ciężar" jak najbliżej do siebie, wyprostujcie plecy
i zacznijcie ruch od prostowania nóg w kolanach.
Wiele urazów zdarza się, gdy pracujemy pochyleni na przykład grzebiąc w bagażniku samochodowym. W trosce o czystość ubrania wychylamy się do przodu, i w tej pozycji unosimy koło zapasowe, walizkę. Znacznie bezpieczniej będzie przykryć kawałek karoserii folią lub czystą szmatą i oprzeć się o nią. Ramię siły będzie krótsze i praca lżejsza.
Warto brać przykład z atletów. W rwaniu zawodnik prowadzi sztangę dosyć blisko tułowia, bo tak właśnie jest najkorzystniej. My - znów w trosce o ciuchy - ładując rower na dachowy bagażnik samochodu, trzymamy go daleko do tułowia, wydłużamy ramię siły.
Do tego jeszcze zmagamy się z ciężarem "na zimno" z nie rozgrzanymi mięśniami.
Przecież nikt nie będzie się rozgrzewał przed takim jednorazowym ruchem, jak
załadowanie roweru, wyjęcie skrzynki piwa z bagażnika, czy wymontowanie silnika
przyczepnego jachtu. Silnik przyczepny sam w sobie nie jest ciężki, wiele kilometrów
przespacerowałem się kiedyś z Merkurym na plecach. Co innego jednak, gdy w
niewygodnej pozycji, bez oparcia dla nóg trzeba go "wyrwać" w górę z pawęży.
Ileż to razy widziałem silnych żeglarzy łapiących się po tej czynności za plecy
i mamroczących nieparlamentarne wyrazy. A wystarczy stanąć rufą do pomostu,
podłożyć odpowiednio liny i poprosić o pomoc jeszcze dwie osoby.
|  |